UWAGA!

Forum zostało zamknięte w 2015 roku i znajdujące się tu informacje są nieaktualne. W zależności od sprawy potrzebne informacje znajdziesz na stronie SSPŁ:


Jeśli nie możesz znaleźć potrzebnej Ci informacji, zwróć się do odpowiedniej komisji SSPŁ lub napisz na adres prezydium@samorzad.p.lodz.pl.

SJO

Wszelkie możliwe pomysły, koncepcje i wizje dotyczące każdego, najdrobniejszego choćby aspektu funkcjonowania naszej Uczelni.

SJO

Postprzez michalorlik » 2012-06-28, 7:38

Witam!
Właśnie znalazłem taki artykuł w internecie:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... okale=lodz

Choć ja bez problemów zaliczyłem język, to zrobiłem to dzięki sobie(prywatna nauka), a nie dzięki studium.
Oni mają rację, na uczelniach język uczony jest strasznie po macoszemu. Jest bo jest i tyle.
Rozmawiałem już wcześniej ze znajomymi i praktycznie wszyscy podzielają moje zdanie.
Pisze o sytuacji z językiem angielskim o innych językach nic nie wiem
Główne wady SJO:
- lektorzy bez motywacji do nauki, oni udają że nas uczą, my udajemy że się uczymy, jednak gdy przychodzi egzamin, już nie jest tak różowo (no ale wiadomo to student się nie uczy)
- ciągłe zmiany w regulaminach, jednych obowiązują takie zasady, a za rok już je wycofują (i nie chodzi mi tu o szczegóły, ale o sposoby zaliczania)
- w przypadku niezaliczenia języka, brak możliwości utworzenia z oblanych osób chociażby międzywydziałowych zajęć (tak niby uczymy się specjalnie pod nasze kierunki, ale jakoś ja nie zauważyłem takich zajęć i słownictwa pod mój kierunek, znajomi tak samo). zatem rok w plecy, nie można poprawiać języka na następnym semestrze - to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo tak to rozjechałby się cały plan grup po pewnym czasie
- brak większych różnic między poszczególnymi poziomami - fikcyjny podział. Chodzi mi o to że teoretycznie moduły numerowane (przynajmniej ja tak miałem, ale chodzi o schemat) są od B1 do C1 bodajże, a w tym czasie kończy się jedną książkę (cudowna książka ) a przeskakuje się o dwa poziomy (co raczej powinno być 1 książka 1 poziom)
- niesprawiedliwość w przydziałach. Tzn Ci którzy trafią do słabszej grupy mają książkę o poziom prostszą i nawet jak skończą lektorat to powinni jeszcze się douczyć z tej książki o wyższym poziomie, by móc lepiej zdać egzamin.
- fatalna książka - chyba każdy kto Koszysta z Bussines Result, wie że książka jest nudna, schematyczna i raczej przeznaczona dla ludzi którzy już znają język, i chcą doszlifować go na jakimś poziomi (nauczyć się słówek, zwrotów biznesowych)
- brak nauki gramatyki ani ja ani nikt ze znajomych nie spotkał się na zajęciach z solidnie przeprowadzoną lekcją gramatyki. Jak już coś się trafiło to było to w stylu no tutaj macie na tablicy wypisane zasady jakbyście nie pamiętali a teraz zróbcie ćwiczenia X ze strony Y.


Oczywiście SJO też ma zalety ale to nie o tym ten topic
To tak z grubsza to co mnie naszło, po przeczytaniu tego artykułu. Jak wy sądzicie? Może macie jeszcze jakieś uwagi, a może coś źle napisałem?
Trzeba ruszyć SJO bo każdy praktycznie mówi, że się przemęczy i już,
michalorlik
 
Posty: 2
Dołączył(a): 2012-06-28, 7:14

Samorząd Studencki PŁ

Samorząd Studencki PŁ
 

Re: SJO

Postprzez Hawlett » 2012-06-30, 15:59

- lektorzy bez motywacji do nauki, oni udają że nas uczą, my udajemy że się uczymy, jednak gdy przychodzi egzamin, już nie jest tak różowo (no ale wiadomo to student się nie uczy)

Mój lektor jest pod tym względem ok, nie odbębnia tych zajęć, szuka ciekawych filmików, wymyśla pomoce naukowe, gry do ćwiczenia słownictwa etc.

- w przypadku niezaliczenia języka, brak możliwości utworzenia z oblanych osób chociażby międzywydziałowych zajęć (tak niby uczymy się specjalnie pod nasze kierunki, ale jakoś ja nie zauważyłem takich zajęć i słownictwa pod mój kierunek, znajomi tak samo). zatem rok w plecy, nie można poprawiać języka na następnym semestrze - to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo tak to rozjechałby się cały plan grup po pewnym czasie

To jest faktycznie jakaś masakra, przecież przez niezaliczony jeden semestr angielskiego można nawet się tak wkopać, że przesuwa się o rok również termin obrony pracy inżynierskiej! Ale organizacyjnie też nie jest to takie banalne - dodatkowe godziny zajęć dla lektorów (trzeba im zapłacić), ustalić termin odpowiadający wszystkim poprawkowiczom (to jest dopiero wyzwanie! ;P) itp.

- brak większych różnic między poszczególnymi poziomami - fikcyjny podział. Chodzi mi o to że teoretycznie moduły numerowane (przynajmniej ja tak miałem, ale chodzi o schemat) są od B1 do C1 bodajże, a w tym czasie kończy się jedną książkę (cudowna książka ) a przeskakuje się o dwa poziomy (co raczej powinno być 1 książka 1 poziom)

Trochę pogmatwałeś i nie za bardzo rozumiem o jakim poziomie mówisz i od jakiego zaczynasz :P Zasada jest taka: każdy student ma zdać egzamin na poziomie B2. Co zrobić ze studentami, których angielski jest na poziomie ledwo A2? Taki poziom jest wymagany na maturze podstawowej z języka obcego. Jak utrwalisz takim studentom podstawy i przerobisz z nimi cały poziom B? Masakra. Dlatego jak ktoś startuje z podręcznikiem intermediate to wcale nie osiągnie poziomu B2, na odwrocie książki jest skala do CEF i książka na tym poziomie dopiero wprowadza do B2. Ale kiedy ten B2 przerobić? To są dodatkowe godziny i dodatkowe pieniądze. Tak naprawdę powinniśmy do gimnazjum opanować A2, na koniec liceum mieć już dobry B1, Ci lepsi B2, a zdolni już wchodzić na C. Ale to model idealny, rzeczywistość jest gorsza, a ustawa wyraźnie mówi - student ma umieć język na B2, a uczelnia ma przynajmniej 120 godzin lektoratu poświęcić na edukację w tym kierunku. 120 godzin dydaktycznych to nierealny czas do opanowania całego poziomu, tak jak przerobienie podręcznika nie gwarantuje odpowiedniego poziomu. Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nie wpadł na to, jak efektywnie to zmienić.

niesprawiedliwość w przydziałach. Tzn Ci którzy trafią do słabszej grupy mają książkę o poziom prostszą i nawet jak skończą lektorat to powinni jeszcze się douczyć z tej książki o wyższym poziomie, by móc lepiej zdać egzamin.

To samo co wyżej. Jeśli ktoś jest w słabszej grupie, to - brutalnie mówiąc - jego problem. Trzeba było się uczyć w gimnazjum, liceum etc. i trafić do wyższej grupy. [Zaznaczam, że ja sam jestem na B1] Wtedy trafiłoby się do B2 i nie byłoby tej "niesprawiedliwości". Zresztą co innego jest tutaj istotne - ta "niesprawiedliwość" to ukłon w naszą stronę. Są ludzie na PŁ z tak słabym angielskim, że trafią do grup A2(sic!). SJO daje takim osobom możliwość zrealizowania materiału tak, aby mogli podnieść swój poziom biegłości językowej. Wyobraź sobie, że teraz wszystkich wrzuca sie na B2 bo ustawa przewiduje ten poziom i koniec kropka. Są osoby, które na B2 nie zaliczają testów modułowych, a co dopiero ma zrobić ktoś na A2, który miałby taki sam test jak Ci na B2. Tymczasem nikt nikogo nie rzuca na głęboką wodę. Studenci na A2 mogą wybrać - albo uczą się tak, aby mieć solidny B1 i ledwo zdać test na sam koniec lektoratu, albo sami intensywnie się uczą (tu lektorzy mogą wspomóc radami i materiałami) tak, żeby móc się przenieść wyżej.

- fatalna książka - chyba każdy kto Koszysta z Bussines Result, wie że książka jest nudna, schematyczna i raczej przeznaczona dla ludzi którzy już znają język, i chcą doszlifować go na jakimś poziomi (nauczyć się słówek, zwrotów biznesowych)

Nie znam dobrych podręczników do języka angielskiego. Nie spotkałem takiego. Moja nauka angielskiej była najefektywniejsza w liceum i to w dużej mierze za sprawą tego, że nauczycielka uczyła nas wg własnego programu i własnych materiałów, a nie narzuconego podręcznika, który (jak inne) był beznadziejny - dużo obrazków, trochę słówek, trochę gramatyki. Dlatego na tle innych dla mnie BR jest raczej zwyczajny. I mnie się przyjemnie z niego korzysta - kolorowy ze stonowaną czernią, różne wskazówki na marginesach, a teksty czy słuchanki nie są - według mnie - aż takie nudne. Brakuje mi w nim więcej dłuższych tekstów (no w niektórych rozdziałach reading to kilka akapitów ;o) i większej ilości słownictwa. Znowu odwołam się do liceum - niewiele mniej słów do testu z całego semestru miałem do nauki w LO na jedną pracę klasową.

- brak nauki gramatyki ani ja ani nikt ze znajomych nie spotkał się na zajęciach z solidnie przeprowadzoną lekcją gramatyki. Jak już coś się trafiło to było to w stylu no tutaj macie na tablicy wypisane zasady jakbyście nie pamiętali a teraz zróbcie ćwiczenia X ze strony Y.

Proponuję zmienić lektora :D Moja potrafiła całe godziny poświęcić na gramatykę, dokładnie ją omawiała, robiła ćwiczenia, przykładowe zdania, ostrzegała przed najczęstszymi błędami etc. I to nieważne czy present simple czy present perfect ;)


Generalnie też uważam, że język angielski w SJO ma trochę za niski poziom. I mówię to nie dlatego, że boje się jakiegoś śmiesznego testu, tylko ja bym na serio chciał przyzwoicie ten język znać. Ale ja dopiero jestem po pierwszym semestrze tego języka, na dwóch kolejnych będzie dwa razy więcej godzin w tygodniu i liczę na to, że ta nauka będzie intensywniejsza.

Zwrócę jeszcze uwagę na dwie istotne rzeczy:
- ustawa gwarantuje nam 120 godzin, natomiast SJO (bez dodatkowych opłat) gwarantuje nam 180! Zatem jesteśmy i tak w lepszej sytuacji niż większość studentów innych uniwersytetów
- zgodnie z modelem kształcenia powinniśmy przeznaczać przynajmniej 2 godziny w tygodniu na samodzielną naukę, ilu studentów spełnia taki model?

Weźmy też pod uwagę fakt, że na PŁ są różne kierunki, różne przedmioty na danych semestrach i każdy różnie sobie z nimi radzi. Z jednej strony ja osobiście chciałbym mieć "więcej" tego języka, z drugiej strony wiem, że jeśli program byłby przeładowany to cała radość z nauki by prysnęła, a lektorat byłby kulą u nogi.
Avatar użytkownika
Hawlett
 
Posty: 174
Dołączył(a): 2011-05-07, 20:28

Re: SJO

Postprzez michmech » 2012-07-08, 14:12

Nie wiem czym to jest spowodowane, ale z całą pewnością zajęcia w SJO są uwsteczniające.
Do rozszerzonej matury z ang umiałem znacznie więcej niż do egzaminu B2 - po kursie na poziomie B2, mimo że uczyłem się systematycznie i odrabiałem prace domowe (większość nigdy nie została sprawdzona ani oceniona).

Nie jest to tylko moja opinia - 90% kolegów z kierunku, którzy mieli zajęcia z różnymi lektorami mówi dokładnie to samo.
Jeśli chodzi o gramatykę - zrobiliśmy wielkie nic. Zamiast tego, przez 3 semestry wałkowaliśmy najistotniejsze jak to tylko możliwe tematy dla przyszłego inżyniera mechanika, w postaci debilnych czytanek. Te tematy to np outsourcing, marketing, shopping czy jakaś tam dostawa nowej partii spinaczy do biura. A co najważniejsze, na pół roku przed egzaminem dowiedzieliśmy się, że będzie na nim obowiązywać całkiem inna książka niż do tej pory mieliśmy. Z resztą, co za różnica, i tak nic wartościowego się nie nauczyłem z tego kretyńskiego podręcznika. Nie rozumiem czemu np lekarze na medycznym uczą się medycznego angielskiego, a mechanicy uczą się o marketingu, bankach, uprawie herbaty w Indonezji czy hotelarstwie. To brzmi jak żart, ale niestety to prawda. Czemu wszystkie wydziały mają ten sam podręcznik i to jeszcze taki specjalnej troski. Jak się uczyć to czegoś co się w życiu lub pracy wykorzysta. Chyba, że władze z góry wróżą nam karierę akwizytorów czy szpeców od zarządzania: czasem, chaosem czy obieraniem ziemniaków. A naprawdę istnieją książki z technicznym angielskim, nawet mam jeszcze parę kserówek z nich.
Do tego po 10 razy robienie self-presentation, którą napisze i wyryje na pamięć nawet największy przygłup. Tylko w ostatnim semestrze przed egzaminem zaczęliśmy robić coś z sensem (ale tylko czasami). Weszła matma i parę kserówek o tematyce technicznej. Reszta - takie samo dno jak wcześniej. Mogą dać i 280h angielskiego, tylko co z tego jeśli marnujemy ten czas i nie robimy nic sensownego na poziomie wyższym niż gimnazjum.

Egzamin pisemny zdałem na ponad 80%, ustny na 95%. Jestem przekonany, że zdając go tuż po LO wyniki miałbym takie same albo i lepsze, bo w SJO oprócz paru słówek średnio związanych z tokiem moich studiów czy zainteresowań i ang matmy nic się nie nauczyłem. Że tak powiem - waste of time.
Avatar użytkownika
michmech
 
Posty: 207
Dołączył(a): 2010-10-18, 20:44
Lokalizacja: Łódź

Re: SJO

Postprzez Miruku » 2012-07-12, 9:52

michmech napisał(a):A co najważniejsze, na pół roku przed egzaminem dowiedzieliśmy się, że będzie na nim obowiązywać całkiem inna książka niż do tej pory mieliśmy.


Co???
Mógłbyś to rozwinąć? Chyba nasza babeczka zapomniała nam o czymś powiedzieć...
Avatar użytkownika
Miruku
 
Posty: 91
Dołączył(a): 2010-09-17, 22:38

Re: SJO

Postprzez michmech » 2012-07-12, 17:25

Nie pamiętam dokładnie nazw tych książek. Najpierw było chyba Business Result, a na początku ostatniego semestru nauki lektorka powiedziała, że kierownictwo zmieniło książkę na egzamin (weszły jakieś nowe modele kształcenia czy coś takiego), czym zaskoczyli nawet ja samą. Zaczęliśmy więc przerabiać w ostatnim semestrze tę nową. To było bodajże International express.
Avatar użytkownika
michmech
 
Posty: 207
Dołączył(a): 2010-10-18, 20:44
Lokalizacja: Łódź

Re: SJO

Postprzez rhcp89 » 2013-01-02, 23:22

Ja na B2 przez 1 semestr mialem Cynkiera i sie duzo nauczylem bylo lepiej niz liceum. Potem mialem taka chyba Budzynska i sie nic nie nauczylem bo byla leniwa.
Mialem tez 2 semestry z hiszpanskiego z D Luszcz i bylo super. Fajny podrecznik , lekcja tylko po hiszpansku, surowe ale rozsadne ocenianie.

Ogolnie jednak mysle ze poziom w SJO jest wyzszy niz w przecietnej polskiej szkole. Troche narzekamy na SJO ale sami tez za duzo sie nie uczymy, mysle ze za malo sie od nas wymaga. Na tescie wejsciowym na 1 roku zazwyczaj ma sie 50% to jest zenujace po 9 latach nauki!
rhcp89
 
Posty: 41
Dołączył(a): 2012-11-22, 20:22

Re: SJO

Postprzez Ad@m » 2013-01-03, 21:16

Ja się np. uczyłem angielskiego tylko w LO. Test wejściowy olałem totalnie. Czemu ? Bo wtedy było tak, że Ci którzy zaczynają od A4, mają łatwiejszy egzamin. A teraz okazało się że wcale tak nie mam i mam jeden moduł do tyłu.
Ad@m
 
Posty: 1966
Dołączył(a): 2011-07-30, 17:01

Re: SJO

Postprzez radziuzgr » 2013-01-05, 19:34

Mod: Kultura.
Avatar użytkownika
radziuzgr
 
Posty: 43
Dołączył(a): 2010-05-10, 15:45

Re: SJO

Postprzez Hawlett » 2013-01-05, 19:54

Bo wtedy było tak, że Ci którzy zaczynają od A4, mają łatwiejszy egzamin. A teraz okazało się że wcale tak nie mam i mam jeden moduł do tyłu.

Kto Ci powiedział, że słabsi będą mieli łatwiejszy egzamin? Może 10 lat temu takie coś było, ale odgórne przepisy mówią jasno i wyraźnie - każdy student ma znać język obcy na poziomie B2 -> czyli zdać egzamin na poziomie B2. I nikogo nie obchodzi, że jakiś student zaczyna od poziomu A. Poza tym tak naprawdę również Ci na B1 będą mieli trudności, bo wcale nie przerobią całego średniozaawansowanego materiału, będą znali angielski na poziomie B1 i zdadzą egzamin B2 najwyżej na miernym poziomie (chyba, że się sami douczali, albo odkryli w sobie dotąd nieznane zdolności językowe ofc).
Avatar użytkownika
Hawlett
 
Posty: 174
Dołączył(a): 2011-05-07, 20:28


Powrót do Pomysły

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron